Zamówienie jedzenia online w Restauracji Sushi Konrad jest niezwykle proste i wygodne. Wystarczy wejść na stronę internetową restauracji, www.Sushi Konrad wybrać ulubione dania z menu i dodać je do koszyka. Następnie podajesz swoje dane, adres oraz wybierasz formę płatności. Po potwierdzeniu zamówienia otrzymasz potwierdzenie na e-mail lub telefon.
Ostatnio ktoś zadał mi pytanie:
– Dlaczego porzuciłeś taki świetny zawód jak architekt i zacząłeś robić sushi?
Dzisiaj odpowiedź wydaje się oczywista, bo widzicie restaurację, zespół i to, co udało się zbudować. Ale 12 lat temu wyglądało to zupełnie inaczej.
Robiłem sushi w domu. 10 lat temu otworzyłem mały lokal Stacja Sushi Konrad przy ul. Sosnkowskiego. Nie było pewności, że to ma sens. Była tylko ogromna ciekawość.
Paradoks polega na tym, że… ja wcale nie przestałem być architektem.
Architektura nauczyła mnie rzeczy, z których korzystam każdego dnia.
Wytrwałości. Tego, że czasami przez wiele godzin stawia się kreski i kropki, których nikt poza projektantem nie zauważy. To uczy cierpliwości.
Widzenia kompozycji. Kolorów. Osi. Kontrastów. Proporcji. Architekt patrzy na świat trochę inaczej. Te same zasady wykorzystuję dziś przy komponowaniu sushi.
Komunikacji z ludźmi. Projektowanie to nie rysowanie budynków. To słuchanie ludzi i przekładanie ich potrzeb na konkretną formę.
I pracy rękami. Architekt przez lata rysuje, szkicuje, buduje modele. Sushi wymaga dokładnie tej samej precyzji.
Do tego doszedł mój charakter.
I z tego wyszedł… wybuchowy miks.
Ale był jeszcze jeden powód.
Architekt wykonuje ogrom pracy, zanim zobaczy pierwszą złotówkę. Najpierw mapy. Projekty branżowe. Uzgodnienia. Poprawki. Czasem miesiące pracy, a wynagrodzenie zostaje na samym końcu. I często jeszcze trzeba o nie walczyć.
A w sushi?
Gość zamawia.
Patrzy na talerz.
Na chwilę zapomina o całym świecie.
Odbiera zamówienie, uśmiecha się i płaci, bo zna cenę wcześniej. Nie negocjuje. Nie dyskutuje. Po prostu cieszy się jedzeniem.
Architekt oddaje projekt i… często dopiero wtedy zaczynają się problemy inwestycji.
Ja sprzedaję sushi i widzę coś zupełnie odwrotnego.
Widzę radość.
Wdzięczność.
Spotkania rodzin.
Randki.
Świętowanie.
Ludzi, którzy wracają po raz kolejny.
I chyba właśnie dlatego zostałem.
Na początku plan był prosty. Sushi miało być tylko weekendowym hobby, dodatkiem do pracy architekta.
Życie napisało jednak zupełnie inny projekt.
I dzisiaj nie mam wątpliwości, że była to jedna z najlepszych decyzji, jakie podjąłem.
Ja nie przestałem być architektem. Po prostu zamiast projektować budynki, zacząłem projektować emocje na talerzu.